Zaakceptuj okres przejściowy

Osiemnasty luty, słoneczne i mroźne popołudnie. Piję swoje ulubione cappuccino z mlekiem sojowym w ulubionej spokojnej kafejce w przepięknej zimowej scenerii. Na stoliku książka, kawa i wegańskie ciacho. Za oknem zimny śnieg błyszczący w ciepłych promieniach słońca. W sercu tęsknota. Tęsknota za rodziną, przyjaciółmi. Tęsknota za nawykami, rozwojem, pasją. Niedoczekanie. Niedoczekanie przyszłości, pracy w fitnessie, kolejnych studiów, życia znów w mieście, kolejnych zmian.

Jestem zmęczona. Jestem zmęczona pracą od rana do późnych godzin nocnych. Jestem zmęczona spędzaniem każdego dnia na sportowo. Jestem zmęczona niskim poziomem świadomości swoich współpracowników. Jestem zmęczona zalotami włoskich turystów i współpracowników. Jestem zmęczona akceptowaniem wszechobecnej głupoty w tym środowisku. Jestem zmęczona wzywaniem helikopterów służb ratunkowych na stokach. Jestem zmęczona oglądaniem twarzy moich poszkodowanych turystów w nocnych koszmarach. Jestem zmęczona tłumaczeniem narciarzom, że zakręty na stokach nie są bezpiecznym miejscem postoju. Jestem zmęczona mrozami i cienką firmową kurtką. Jestem zmęczona prowadzeniem konwersacji po włosku, kiedy nie jest to jeszcze moją mocną stroną. Jestem zmęczona słuchaniem skarg na temat hotelu, restauracji, muzyki, animacji. Jestem zmęczona uśmiechaniem się, kiedy jest źle. Jestem zmęczona ukrywaniem swoich emocji.

Jestem zmęczona poczuciem, że nie wykorzystuję swojego potencjału we wszystkich płaszczyznach życia.

Mimo wszystko. Mimo, że częśto zamiast witać dzień jogicznym powitaniem słońca, rzucam mięsem przeklinając swoje wybory wiem, że warto. Wiem, że wskoczyłam w to bagno z zamiarem osiągnięcia konkretnego celu. Po prostu nie spodziewałam się, że tak szybko stracę ląd z oczu i tak długo będę musiała czekać, żeby ujrzeć brzeg po drugiej stronie.

Nie widzę tego brzegu jeszcze, ale wiem, że on tam jest. Wiem, wiem to na pewno. Wierzę w siebie coraz bardziej, serce wypełniam coraz większą nadzieją.

Nie doszłam do tego sama.

Każdego tygodnia, każdego dnia spotykam ludzi, którzy mnie doceniają. Większości z nich nigdy więcej nie zobaczę. Turystyka. Taka praca. Przelotne znajomości. Co tydzień nowi ludzie. Ale wielu z nich na zawsze pozostanie w moim sercu. To oni dają mi siłę. I jestem niesamowicie wdzięczna za każdą serdeczność, jaką mi okazują, za każde miłe słowo, za każdy uśmiech, za wiarę w moje marzenia, za wszystkie życzenia.

Kocham pracę z ludźmi. Kocham dzielić się z nimi serdecznością, doświadczeniami, uśmiechem. Ta energia przepływa w niesamowitym tępie. Ja się dziś tylko uśmiechną. Jutro ktoś podaruje mi życiowe wskazówki i ogromne docenienia moich działań.

Wiecie, który dzień w hotelu jest najgorszy? Sobota. Pożegnania. Bo trudno jest zaakceptować fakt, że ludzie z którymi tak szybko wskoczyło się na wspólny grunt już wyjeżdżają. Tak, może się jeszcze zobaczymy, ale w większości przypadków nie.

Dziękuję Wam, że się pojawiliście, że się pojawiacie i jeszcze pojawicie.

Relacje. Relacje, ludzie. Największe cudy tego świata.

Dzięki Wam wiem, dzięki Wam pamiętam, że czas spędzony w tej pracy jest tylko okresem przejściowym. Jest krokiem do osiągnięcia czegoś dużo większego. Okropne warunki pracy zostaną zastąpione innymi, nowymi. Środowisko, w którym przebywam, bo muszę, bo pracujemy razem z czasem zastąpią ludzie, których ja świadomie wybiorę. Język włoski z czasem opanuje do perfekcji. Nie będę już ofiarą. Będę potrafiła się wybronić. Poznam lepiej prawo i mentalność, w której funkcjonuję, i zacznę efektywniej budować swoje życie tutaj. Trafniej, celniej. Za pięć tygodni czeka mnie kolejny skok.

Z podekscytowaniem czekam na kolejny etap swojego życia.

Delektując się już zimnym cappuccino z mlekiem sojowym, ciesząc widokiem za oknem. Łapiąc każdną dobrą chwilę w tej pracy, bo choć bywa smutno, wciąż jest czasem magicznie. Magicznie dzięki ludziom, dzięki górom wpisanym na liste UNESCO, dzięki pieknemu sporcie, jakim jest narciarstwo. Jestem wdzięczna za to doświadczenie, bo jeśli jednać wciąż się czegoś dzięki niemu uczę, to nie jest to czas stracony.

 

 

#blondmindinitaly

 

 

 

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *