Minął rok. Tragedia na pomorzu.

top feature image

Minął rok. Tragedia na pomorzu.

Minął rok. Minął rok, a ja pamiętam te chwile, te dni, noce i tygodnie jakby tragedia miała miejsce wczoraj. Wróciłam do polski dwa dni wcześniej. Cieszyłam się niesamowicie, że po trzech miesiącach za granicą mam możliwość spędzić czas z rodziną.

Był piękny sierpniowy wieczór. Opowiadam siostrze o swoich przygodach nad Gardą. Na zewnątrz zaczyna się błyskać. Tata wyszedł na taras. Burze mają swój urok. Natura jest czymś magicznym. Też wyszłam. Uwielbiałam obserwować burze nad Gardą siedząc na plaży i delektując się zmianami w powietrzu. Takich burz nie doświadczyłam nigdy w Polsce.  Mimo to wyszłam i obserwowałam. I w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nadchodzi zjawisko atmosferycznego, którego nigdy wcześniej nie zaobserwowałam w Polsce, którego nigdy  wcześniej nie zaobserwowałam nad Gardą.

W powietrzu dało się odczuć nadchodzące zagrożenie. Kilka minut później obserwowaliśmy już burzę zza okien. Na dworze nie było ciemno. Obserwowaliśmy błysk za błyskiem. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam.

– Ei Magda, nie widzę naszego świerka w ogrodzie. A nie, jest- tam z lewej strony leży!

– Gdzie?

– a nie teraz jest z prawej…

Bum, trach. Jest coraz głośniej. Mama krzyczy- odsuńcie się od okien, natychmiast!

Dwie godziny później było już po wszystkim, ale była godzina pierwsza w nocy- ciemno. Tylko domyślaliśmy się, że straty są ogromne, ale jeszcze nie wiedzieliśmy, że krajobraz naszego dzieciństwa właśnie nieodwrotnie się zmienił.

Sześć godzin później…  Jesteśmy odcięci od świata. Do drogi szybszego ruchu mamy maksymalnie 200 metrów, ale przejazdu nie było. Słychać samochody, droga szybszego ruchu już jest przejezdna. Straż od nocy nieprzerwalnie pracuje. Kilka godzin później my już jesteśmy w stanie wyjechać z domu. Dzięki pomocy rodziny, sąsiadów, strażaków, Boga… Bo nie każdy miał tyle szczęścia. Nasz dom stał, stoi. Samochody też. Jak to możliwe, kiedy dookoła wszystko leży. Pozrywane linie wysokiego napięcia, drzewa, płoty. Średnio co 30 sekund słychać sygnały służb ratunkowych.

Nie znamy jeszcze rozmiaru tragedii, ale teraz kiedy jesteśmy już przy drodze informacje zaczynają do nas napływać. Bo zatrzymują się ludzie, zatrzymują się strażacy i pytają czy jest nam potrzebna pomoc, czy mamy dach nad głową… I już wiemy, że niedaleko są osoby, które jednej nocy straciły wszystko…

Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czują ludzie, którzy w ciągu dwóch godzin stracili dach nad głową, dorobki swojego życia, co przeżywali ludzie przemieszczający się samochodami w czasie burzy, osoby przebywające w domkach letniskowych i campingach, dzieci z obozów harcerskich przebywających w lasach, uciekających z lasów…  Myślę,  że nikt nie był w stanie sobie wyobrazić, że w kilkadziesiąt minut można stracić 6 tysięcy ha lasu- chluby naszego regionu, bliskich i dom.

Dziś możemy już tylko oddać pokłon każdemu strażakowi, wolontariuszowi, każdej osobie, która zjawiła się w miejscu tragedii, żeby pomóc, nosić drewno, przywieźć paliwo, wodę, pożywienie. Każdej osobie, która poświęciła swój czas i dała kawałek swojego serca. Jesteście bohaterami.

11 sierpnia 2017 roku przeszedł do historii. Szkody nie są jeszcze posprzątane. Potrzeba czasu. Potrzeba czasu, żeby wprowadzić nowy ład. Potrzeba czasu, żeby zagoić rany. Potrzeba czasu, żeby pogodzić się ze stratą.

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *